Dawno nie było u mnie kolczyków, a to dlatego, że w głowie mam kompetną pustkę twórczo-kolczykową...
Ech...
Mam w tej mojej główce taką nieszczęsną blokadę, że jak już będę robiła kolczyki to tylko srebrne... I nijak nie mogę się tej nieszczęsnej myśli pozbyć:(
A kto robi biżuterię wie, jakie srebro jest drogie...
Może gdyby moje projekty były wyjątkowe, być może skusiłabym sie na wydanie większej sumy na srebrne i inne półszlachetne półfabrykaty, żeby mieć z czym pofantazjować.
Ale moje kolczyki to takie zwyklaczki więc w obecnej chwili pieniążki które wpadają mi dodatkowo do łapki wolę wydać na scrapowe przydasie (których ciągle mało).
Te moje zieleninki zrobiłam dość dawno, ale nie pisałam o nich ponieważ miałam mały z nimi wypadek... No może nie z nimi a z ich wrzosowymi bliźniaczkami....
Podczas sesji zdjęciowej przed domem zgubiłam jeden kolczyk i tak się tym zdenerwowałam, ze wrzuciłam trzy pozostałe do pudełka żeby jak najszybciej o tym moim pechu zapomnieć...
Kolczyki są srebrne, oksydowane, ręcznie polerowane, z kryształkami Swarovskiego oraz z marmurowymi kulkami.
Takie tam, nic specjalnego...
O proszę... Znalazłam jedno kiepskiej jakości zdjęcie zrobione jeszcze pełnej parze kolczyków...
Jednak chcąc mieć lepsze zdjęcia wziełam te kolczyki na podwórko i jak już wcześniej wspomniałam to był mój błąd...
...........
No nerwy mnie znów ponoszą...
Próbuję komentować Wasze prace ale znów mi bogger szaleje i komenatrzy dodać nie mogę...
Wrrrrrrrrrrr!!!!